Nasze wakacje z dziećmi. Dolina Kościeliska i Smreczyński Staw.

Wyprawy w góry, z dwójką (bardzo małoletnich) dzieci, to nie lada wyczyn. Dlatego nasze góry zamieniliśmy na doliny. A dokładniej Dolinę Kościeliską. Kto był, ten wie, jaka jest jej piękna natura.

“Czarny staw”

Do tej wycieczki przygotowywałam się od dawna. Będzie mnóstwo ludzi, Zośka będzie chciała iść (zamiast siedzieć grzecznie w wózku), mam złe buty, będzie gorąco…Negatywne myśli kłębiły się wokół mnie. Jednak wspomnienia sprzed 10 lat, kiedy jako zawodniczka AZS AWF Warszawa zwiedzałam ową dolinę, przeważały nad wymówkami. Musisz dojść do stawu, czarnego stawu. – powiedział przed wycieczką mój tata, który za młodu wielokrotnie odwiedzał Tatry. Czarny staw tak naprawdę był Stawem Smreczyńskim, a nazwę tata przyjął od koloru wody. Jako małe dziecko, w latach 50, odwiedzał staw, którego woda była niczym węgiel. Moim marzeniem było dostanie się do miejsca wspomnień ojca. Rozpoczęliśmy naszą wyprawę. Tak – był tłum (przypomniałam sobie warszawskie metro). Tak – Zosia nie chciała siedzieć w wózku (bunt dwulatki). Tak – bolały mnie nogi (o tej porze miałam leżeć na chorwackiej plaży, jednak zbieg okoliczności wywiał nas pod Tatry). Nieważne! Widoki rekompensowały wszystko. Na końcu doliny odnaleźliśmy ścieżkę prowadzącą do „czarnego” stawu.

Jak za dawnych lat

Z dwójką dzieci i z wózkiem? Nie ma szans.– usłyszeliśmy przed wejść na szlak kierujący do stawu. Pomimo wyznaczonych 30 minut na dojście, skały, uskoki i wąska ścieżka uniemożliwiła nam rodzinne wejście. Powoli zaczęłam godzić się z porażką, zmieniać plany, poddawać się. Jednak wtedy mój mąż zadecydował, abym poszła tam sama. Poczekam na Ciebie. Planowo to pół godziny w jedną stronę. Wróć za 45 minut, będę tu czekał. Poświęcenie ukochanego trochę mnie wzruszyło. Nie czekając długo, wyruszyłam. Miałam zadanie do zrobienia, wrócić po pół godzinie – poczułam się ponownie niczym wyczynowa zawodniczka. To było uczucie nie do opisania, jak sprzed 10 lat.

Po 20 minutach biegu, piękne, czarne jezioro stanęło przed moimi oczami. Aby do niego dotrzeć musiałam pokonać szlak złożony ze skał, podejść, stromych zejść. Podążając do celu mijałam małe dzieci, młodzież oraz starców. Wszyscy chcieli dotrzeć do TEGO miejsca. Nic dziwnego – tafla wody odbijała w sobie szczyty gór. Pomimo niepogody woda, niczym lustro, przedstawiała świat do góry nogami. Wspomnienia ojca stały się rzeczywistością. Czułam się szczęśliwa i dziwnie podniecona – endorfiny zrobiły swoje. Polecam to uczucie! Przy mężu stałam na 5 minut przed wyznaczonym czasem.

Podróże z małymi dziećmi

Powrót Doliną Kościeliską był cudowny. Nie przeszkadzał mi tłok, mżawka ani pędzące bryczki. Mogłoby się wydawać, że wyprawa z dwiema malutkimi córeczkami jest niemożliwa. Że pozostaje nam plac zabaw, dom czy spacer. My mówimy stanowczo NIE, co niektórzy uważają to za niezbyt rozsądne. Nie mniej, polecam wszystkim podróże z dziećmi, dostosowanie trudności trasy do wieku maluchów, korzystanie z życia i z tego co daje nam natura. A Dolina Kościeliska jest do tego najlepszym miejscem w polskich Tatrach!

Oprócz zwiedzenie dolin (Kościeliskiej i Chochołowskiej) “zdobyliśmy” parę szlaków (łagodnych), kiedy to nasze pociechy zwiedzały Tatry z plecaków. Oto kilka zdjęć z naszych wypraw: