Coś dla każdego

Świat jest pełen Judomam!

W ostatni czasie do “grupy JudoMam” dołączyły Automne Pavia (trzykrotna mistrzyni Europy) oraz Kaori Matsumoto (dwukrotna medalista Igrzysk Olimpijskich). W Polsce również jest się czym pochwalić! Jedną z najprężniej działających Judomam jest Adriana Dadci-Smoliniec! Potrójna mama, żona, trenerka, Mistrzyni Europy z 2002 roku, kobieta walcząca (również poza matą).

Udało mi się poznać Adę i zadać jej kilka pytań o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Jej przygoda z judo rozpoczęła się niewinnie – jak u większości sportowców z najwyższej półki. Wujek z Francji podarował jej i jej bratu kimona do karate. Jednak na karate było za wcześnie (na szczęście!), więc rodzeństwo trafiło do klubu AZS-AWF Gdańsk na zajęcia judo. Miała wtedy 8 lat. Tak się zaczęła jej “łagodna droga”.

Gosia: Jakie były Twoje największe osiągnięcia? Jak długo trenowałaś i kiedy zakończyłaś walczyć wyczynowo?

Ada: Moim największym sukcesem medalowym było Mistrzostwo Europy  Seniorek zdobyte w 2002 r. Rok wcześniej  zdobyłam medal brązowy. Za szczyt mojej formy sportowej uważam rok 2003/2004  (przedolimpijski). Miałam w sobie taką moc, że wygrywałam wszystkie puchary świata i Europy, na których startowałam. Niestety zakończyłam go fatalnie – kontuzją kolana – na Mistrzostwach Europy i tym samym, tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi w Atenach 2004, nie miałam możliwości wrócić do szczytów formy.

G.: Co zawdzięczasz treningom judo? Wiem, że miłość (męża), ale co jeszcze? Pytam o ludzką sferę sportu.

A.: Bardzo podoba mi się to pytanie, odpowiedź przychodzi bardzo łatwo. Zgadzam się z powiedzeniem, że Judo to więcej niż sport. Ciężkie treningi, wysoko stawiane sobie wymagania, samodyscyplina, pokonywanie swoich słabości, ciągła presja wyniku, czasem brak zrozumienia, brak akceptacji – z tego wychodzi się innym człowiekiem. Mocniejszym, silniejszym, czasem lepszym, umiejącym poradzić sobie w różnych sytuacjach życiowych. Judo zaspokoiło też moją ciekawość świata. Częste podróże, spotkania z innymi ludźmi, kulturami  – to takie troszkę życie w pigułce. Piękna przygoda, niełatwa, ale piękna.

Życie po zakończeniu kariery sportowej

G.: Po zakończeniu treningów zaczyna się “normalne” życie. Jak to wyglądało u Ciebie?

A.: Z mojego doświadczenia to normalne życie było bardzo trudne. Większość swego życia spędziłam w “sportowym świecie”, który ma swoje reguły, zasady, wyróżnienia itp. Opuszczając tą bezpieczną przystań, w której nie jesteś anonimowa – doznajesz po prostu szoku. Mówiąc o tym zawsze używam porównania, że czułam się jak przedszkolak. Miałam 25 lat i tak życiowo nie umiałam nic. Moje koleżanki, nie związane ze sportem, już pracowały, miały rodziny. Ja, natomiast, nie bardzo wiedziałam co mam teraz z sobą zrobić. To był bardzo dla mnie trudny czas, cieszę się, że nie byłam wtedy sama, mogłam liczyć na Pawła (męża):). Szkoda, że nasze związki sportowe i kluby nie mają pomysłu na swoich zawodników kończących karierę sportową. Szczególnie jeśli są to osoby odnoszące sukcesy sportowe.

Z tatami na pole walki z codziennością

Ada jest mamą trójki maluchów! Ja przy swojej dwójce czasami nie wiem “w co ręce włożyć”. Dodatkowo jej macierzyństwo rozpoczęło się od wielkiego wyzwania. Maciek i Amelka (bliźniaki) urodziły się w 25 tygodniu ciąży, a ich stan od urodzenia przez okres 5 miesięcy był stale zagrażający życiu.

G: Jak dawałaś sobie radę w trakcie walki o życie swoich dzieci? Czy judo pomogło Ci w tej sytuacji? Skąd czerpałaś siłę i energię?

A.: Myślę, że to były moje prawdziwe Igrzyska i tym razem wygrałam – a raczej wygraliśmy wszyscy. Miałam wrażenie, że ten cały chart ducha i siła zdobyta na tatami potrzebna były mi właśnie do tego, by walczyć o dzieci, by mieć siłę trwać codziennie przy inkubatorach, by nie załamywać się słysząc złe diagnozy, a potem codziennie przez cztery lata je rehabilitować. Jeszcze raz podkreślam – nie byłam sama. Razem z Pawłem przeszliśmy przez tą trudną drogę, zawsze mogąc liczyć na siebie i rodzinę. Gdybym nie była wyczynowym sportowcem, myślę, że ta droga byłaby o wiele trudniejsza.

G.: Obecnie dzieciaki super sobie radzą, a trzecia pociecha – 3,5 letnia Róża – im wtóruje. Czy zdecydowanie się na kolejne dziecko było trudne? Czy nie bałaś się?

A.: Od 3 ,5 roku do wesołego grona naszej rodziny dołączyła Róża – dziewczynka z największą energią świata. Kto zna, ten wie o czym mówię. Wniosła do nas na pewno wiele uśmiechu, jeszcze więcej aktywności – a myślałam, że więcej już się nie da. Myślę, że pojawienie się Róży było komunikatem dla nas i przypomnieniem, że rodzina jest najważniejsza i czas na nowo ustawić sobie priorytety. Oczywiście, pamiętając poprzednią ciążę, bałam się wszystkiego co jest  związane z tym stanem, a bardziej z ponownym przedwczesnym porodem. Ale wierzyłam, że tym razem będzie inaczej i tak się stało.

G.: Pozytywne myślenie działa cuda!

“Judo – sport bez barier” – szansa dla dzieci niepełnosprawnych!

Ada wraz z (wcześniej wspominanym) mężem Pawłem stworzyli w Gdańsku UKS Ada Judo Fun – klub judo bez podziałów, dla każdego. To miejsce, gdzie dzieciaki niepełnosprawne, razem z dziećmi zdrowymi, mogą aktywnie spędzać czas, uczyć się judo, bawić się. Ada nie ukrywa, że głównym prowodyrem klubu był…synek Maciek.

G.: Czy praca z osobami niepełnosprawnymi i upośledzonymi jest trudna? Jak wyglądają ich treningi? Jakie są największe osiągnięcia?

A.: W wyniku wcześniejszego porodu i komplikacji z nim związanych (wylew do głowy, martwicze zapalenie jelit, sepsa, poród w zamartwicy…)  mój Maciek ma taki gratis od losu – nazywa się mózgowe porażenie dziecięce. Ma niedowład jednej strony i związane z tym problemy z dużą i małą motoryką. Ma coś jeszcze – ogromną ambicję, marzenia i chęć trenowania. Oczywiście najchętniej – piłki nożnej ;). Postanowiliśmy wyjść naprzeciw takim dzieciom, zakładając klub sportowy, a że znamy się lepiej na Judo niż na piłce…Obecnie w naszym klubie jest ok. 30 dzieci niepełnosprawnych, chociaż szczerze mówiąc są całkiem sprawni. Przede wszystkim, mają ogromną potrzebę aktywności ruchowej (jak każdy), bardzo poważnie i z dużym sercem traktują swoją pasję jaką stało się judo. Praca z nimi to prawdziwa przyjemność i daje mnóstwo satysfakcji. Z ostatnich Mistrzostw Polski Osób Niepełnosprawnych przywieźliśmy 8 medali, a drużynowo zajęliśmy 3 miejsce. Zawodnicy odnoszą sukcesy i wzmacniają przez to swoje poczucie wartości. Jesteśmy  z nich razem z Pawłem bardzo dumni 🙂

“Najważniejsza w mym życiu jest rodzina i zdrowie.”

Jednak Ada tęskni za judo – takim, które daje w kość, gdzie się można porządnie zmęczyć. Skończyła trenować wyczynowo w wieku 25 lat . “Szybko skończyłam.” – mówi, jednak czasu nie wrócimy. Nie ma niestety czasu na randori, choć często roznosi ją energia. Jej marzeniem jest wyjazd na obóz sportowy – oderwanie od rzeczywistości, relaks psychiczny – wycisk fizyczny. Kto jest jeszcze pisze na taki wypad? Może reaktywacja JudoMam (i nie tylko!) nie jest złym pomysłem? 🙂

Chcesz poznać synka Ady? Maciek dzielnie walczy, a jego historia opisywana jest TU – KLIK

 

Tagged , , ,