Coś dla każdego, Coś dla Trenera

Rewolucja ma tatami? Sami zobaczcie!

Wielki comeback! Czy na stałe? Zobaczymy…

Minione 2 lata poprzewracały wszystko co mogły przewrócić. No na szczęście, prawie wszystko!
Zaczynając od biznesu, który wystartował w styczniu 2020, aby w marcu 2020 się zakończyć, poprzez działania fundacji (niektóre z konieczności on line), po zmianę mentalną mnie i mojego podejścia do pracy trenerki.

Z powyższego zdania może się wydawać, że za mną 3 lata walki, cierpienia i smutku…Nie powiem, były wzloty i upadki. Kiedy na prędce robiliśmy treningi on line w salonie czy 800 zdjęć ciuchów na Aktywną wymianę on line? A może kiedy nasze Sportowe śniadanie leciało na żywo on line, a Marcin Reman skakał ze mną po kuchni w Adelfi? Kiedy po długiej walce o swoją ekoszkołę prywatną w duchu NVC wybuchła wojna i projekt umarł? Albo kiedy dopadł mnie jakiś wirus (tym razem nie korona) i ledwo żyłam…

Ci którzy mnie znają, wiedzą, że nawet z największego gówna wyciągnę pozytyw. Tu też to miało miejsce. Jednak zagłuszałam moje prawdziwe odczucia i potrzeby…

Pierwsze “olśnienie”

Dzięki rozmowom z terapeutką dotknęłam swojej drugiej strony. Zawsze uśmiechnięta, szybka, dynamiczna, zagłuszająca te “złe” emocje. 2 lata terapii odblokowały wiele przeżyć, relacji i emocji. Dzięki nim powoli uczę się okazywać wrażliwość, mówić o moich potrzebach, być przy sobie. Ocena nie jest już taka ważna, spełnianie oczekiwań odeszło na dalszy plan. Jest, wiem, że jest – i to chyba najważniejsze.

Analizując moje życie jako Sportowca, doszłam do wniosku, że często realizacja celu przykrywała moje potrzeby. Że byłam traktowana przedmiotowo, jako ta co ma wygrywać, przynosić dumę, uśmiechać się. Wciąż działam zadaniowo, wiem ile korzyści mam ze sportu. Jednak teraz jestem trenerką, która ma wychować nowe pokolenie judoków…Judoków, ale przede wszystkim zdrowych ludzi (nie tylko fizycznie).

Drugie “olśnienie”

W trakcie tych dwóch lat spotkałam na swojej drodze psycholog Gosię Stępniak z Fundacji Sportu Pozytywnego. Sport pozytywny – no tak, kiedy wygrywam, jestem zdrowsza, silniejsza, szybsza…Ale co z głową? Gosia pokazała mi jak traktowac zawodnika podmiotowo, zadbać o jego psychikę, jak rozmawiać, być przy nim. W trakcie szkolenia nie mogłam uwierzyć, że tacy Sportowcy istnieją, że wygrywają zawody. Przyzwyczajona byłam do trenerów surowych, osiągających cel, realizujących plan treningowy. Znacie to? Zaczęłam powoli wdrażać poznane metody pracy, wiele z nich miałam wcześniej – intuicyjnie je stosowałam. Proporcja między TRENER a WYCHOWAWCĄ zaczęła się wyrównywać. Judo jest wspaniałym narzędziem do wytrenowania sprawnych, walczących, szanujących zawodników. Moje judo zaczęło się nieco zmieniać. Więcej rozmawiam, mówię o emocjach, pozwalam być tym dobrym i tym złym. Nie oceniam (no chyba, że wykonywaną technikę), nie spieszę się w relacjach, dużo się śmieję, ale pozwalam też na łzy. Pokazuję zawodnikom, że czegoś nie umiem (TAK Trenerka nie umie), albo nie pamiętam. Nie mówię o porażkach, a o przegranych. Prowadzę więcej ćwiczeń oddechowych i ze świadomością ciała…Wciąż się uczę.

Trzecie “olśnienie”

Porozumienie bez przemocy – pierwszy raz miałam z nim kontakt dzięki Weronice. W 2019 roku wspominała mi o tym, potem zaprosiła do nas Asię Nowicką (na spotkaniu z nią nie mogłam być, ale iskierka została odpalona). NVC zagościło w moim życiu. Powoli się uczyłam, podążałam za nim. Komunikat JA, otwartość w rozmowie o uczuciach i emocjach, budowanie prawdziwych relacji. O porozumieniu bez przemocy można napisać kilka książek, ale najważniejsze w nim (jak dla mnie) jest podążanie za sobą, poczucie bezpieczeństwa w relacji i prawda. Tak bardzo poczułam NVC (jednocześnie odrzucając system szkolny – ale tu nie o tym), że niebawem przeprowadzamy się do Białegostoku (do moich zawodników będę przyjeżdzać – nie martwcie się, AMS działa dalej), aby moje dzieci mogły wejść bezpiecznie w świat “szkoły”. Wiem, że nie uchronię swoich córek przed całym złem tego świata. Czasami wręcz czekam i obserwuję jak reagują na niepowodzenie, smutek, nazywam rzeczy po imieniu. Chcąc dla nich jak najlepiej, staję się lepszym człowiekiem, wciąż się uczę nowych rzeczy.

Czy to da się wszystko połączyć?

Niemal każdy trening daje mi szansę na wykorzystanie efektów 3 powyższych “olśnień”. Widząc i słysząć swoich zawodników, zawsze znajdę chwilę na rozmowę o ich potrzebach, o emocjach, o reakcjach. Widzę, jak bardzo tego potrzebują i kiedy po pogadance czuję ciarki – wiem, że robię dobrą robotę. O czym rozmawiamy? O stresie, o przegranej, o wygranej, o szacunku, o radości i o smutku, o relacjach…o wszystkim czego potrzebują moi zawodnicy. Od niemal roku startujemy w zawodach, co pozwala mi rozwinąć skrzydła nie tylko trenerskie, ale również te psychologiczne. Są pierwsze wygrane, przegrane, pierwszy stres i łzy. Mówię zawodnikom, aby zapamiętywali te momenty – to one nas budują.

Wciąż, jako trenerka siedzę na przeciwko mojej grupy, jednak powoli myślę o zmianie tej struktury w krąg. Czy jest to rewolucyjne – myślę, że tak!

Jedno jest pewne – dużo nauki i przeżyć przede mną!Jestem wdzięczna za te 2 minione lata…

Tagged , ,