“Jakby było lekko, to by nie był półmaraton”

6 PKO Półmaraton w Białymstoku to już przeszłość. Podzielę się tu z wami moimi przemyśleniami, radami i oceną startu. Co było ekstra, co poszło nie tak. To był mój pierwszy i nie ostatni raz!

Przygotowania do startu rozpoczęłam w styczniu. Pewnego zimowego wieczora, bijąc się z myślami i własnym lenistwem, postanowiłam zerknąć na listę startujących w tym półmaratonie. Co było później opisałam tu KLIK. Przez 4 miesiące przebiegłam niemal 330 km, co zajęło mi ok. 40 godzin. Początkowo człapałam, aż wstyd się przyznać, z tempem 8:30 na kilometr! Teraz szybciej chodzę, niż wtedy biegałam! Im bliżej startu, tym pilniej trenowałam i kompletowałam sprzęt. Już taka jestem – jak w coś wchodzę to na maksa. Rozpisany trening potraktowałam bardzo serio. Częste wyjazdy do rodziny oraz urlop w Hiszpanii nie zachwiały cyklu przygotowawczego. Poczułam się ponownie jak zawodniczka, jednak była jedna, znacząca różnica. Judo trenowałam po to by wygrywać, biegi po to by dobiec do mety. Moja ambicja nie pozwalała dojść rozumowi do głosu. Nie mieszkam w Kenii, nie ważę 50 kilo, nie biegam regularnie – NIE WYGRAM TEGO BIEGU. Kiedy w końcu to zrozumiałam, zaczęłam biegać zupełnie z innym nastawieniem – dla siebie, dla zdrowia, dla przyjemności (tak, dla przyjemności!!).

Sprzęt

Sprzęt na półmaraton

Kompletowanie sprzętu rozpoczęłam od butów – to najważniejsza część ubioru biegacza. Złe buty mogą wyeliminować zawodnika na starcie. Tu z pomocą przyszła moja przyjaciółka ze studiów, znawczyni tematu, triathlonista i narciarka – Magda. Jej prezent, buty Adidasa Energy Boost – okazał się strzałem w 10! W trakcie biegu nie czułam butów. Drugą, jakże ważną sprawą, był odpowiedni stanik. Mój drugi doradca – Weronika – poleciła mi firmę Shock Absorber – stanik był rewelacyjny! Polecam je każdej biegaczce z większym biustem. Następnie skupiłam się na spodenkach (Nike), skarpetkach i opaskach kompresyjnych (Decathlon). W dalszej kolejności ogarnęłam sprzęt muzyczny – dobrze dobrana muzyka  działa na mnie lepiej niż kawa. Stworzyłam playlistę w Spotify pt.: Biegnij! Może się komuś przyda, więc ją tu wrzucam 🙂 Słuchawki, nerka, okulary, czapka – dużo tego, ale wszystko ogarnęłam na czas. T-shirt był w pakiecie biegacza – firma 4F, więc byłam spokojna o jakość. Jedyną rzeczą, którą nieco odpuściłam, był żel energetyczny. Spróbowałam jednego, nie podszedł mi, a na trasie był tabletki musujące, po których strasznie chciało się pić. Nad tym elementem muszę trochę popracować, przetestować różne rozwiązania.

Tuż przed biegiem

Kiedy trenowałam judo, często przed zawodami, nie jadłam zbyt dużo. Kategorie wagowe w tym sporcie są nieugięte, a waga rzadko była dla mnie łaskawa. Tu było zupełnie inaczej. Mogłam jeść, w dodatku makaron (mój ulubiony) i inne “węgle”, co mi się bardzo spodobało. Za radą Julity Koteckiej bardzo dużo piłam. Nawodnienie przed tak długim biegiem, kiedy jest tak gorąco, jest bardzo ważne! Musiałam podziękować mamie za jej specjał – żeberka i za pysznego grilla na działce. Jednak nadrobiłam to dzień później 😉 Aby odpocząć

nieco psychicznie, spotkałam się z dwiema JudoMamami – Anią (NieidealnąAnną) i Kornelią. Powspominałyśmy dawne lata, pogadałyśmy o…dzieciach (specjalnie od nich “uciekłam”, ale jak widać, nie dało się), zjadłyśmy makaron. Kornelia jest specjalistką w czesaniu warkoczy/francuzów, co wykorzystałam 13 lat temu na Mistrzostwach Polski juniorek (zajęłam tam 1 miejsce) oraz teraz, na półmaratonie! Mam dosyć dużo na głowie, więc odpowiednie uczesanie bardzo pomogło mi w “wygodnym biegu”.

Tuż przed biegiem

3,2,1…START

Śniadanie zjadłam na 2,5 godziny przed biegiem. Była to owsianka z bakaliami i bananem. Rozgrzewkę rozpoczęłam około 9:20. Trochę truchtu, skipy, przebieżki, rozciąganie – klasyka. Na 10 minut przed biegiem skorzystałam z toalety, ale i tak pierwsze 10 kilometrów myślałam o WC – wypiłam niemal 1 litr wody przed startem…Sama nie wiem: czy wolałam paść z odwodnienia (było bardzo gorąco), czy mieć gorszy czas z uwagi na toaletę (na trasie stały ToiToie). Na miejscu startu zobaczyłam Peacemarkerów – osoby ze znacznikami czasu w jakim myślisz, że ukończysz bieg. Wyznaczali oni strefy startu tak, aby każdy ustawił się w miarę swoich możliwości. Tu chyba popełniłam błąd. Nie wierząc w swoje siły, nie znając dobrze swojego organizmu, poszłam niemal na sam koniec. Potem straciłam z oczu flagi i skupiłam się na Endomondo, które mówiło mi z jakim tempem biegnę. Biegacze startowali falami, moja strefa wypuszczona została jako 4 (ok 12 minut po pierwszej biegaczach najszybszych). Dlatego tak istotny jest czas netto, nie brutto. Nie każdy o tym wiedział, moi kibice również (ja sama nie wiedziałam haha). Już wiem i następnym razem będę na to przygotowana. Bieg minął mi bardzo szybko, organizacja była wzorowa, aczkolwiek nie mam odniesienia i nie jestem obiektywna. Punkty nawadniająca, kurtyny wodne, mobilne/rowerowe drinkbary – wszystko po to, aby nie odpaść z rywalizacji. Do tego muzyka z głośników DJ-ów z Up To Date! Razem z nimi “przekułam marzenia w rzeczywistość”. Słońce mocno grzało, asfalt odbijał ciepło, a większość trasy była bez drzew. Kiedy biegłam, widziałam około 5 osób schodzących z trasy, karetkę słyszałam niemal non stop. Moje przygotowania nie poszły na marne!

Meta

Mój czas to 2:04;19 – jak dla mnie mógłby być lepszy. Chciałam zejść poniżej 2 godzin. Na trasie siły dodawali mi rodzina i przyjaciele! Najmłodsza Kaja, jej mama a moja siostra Magda i jej mąż, a mój przyjaciel z liceum Marek – przynieśli transparenty, a Marek jechał na rowerze i podawał mi bidon z wodą (dzięki!!). Moi rodzice, mąż i córeczki stali na 18 kilometrze biegu, co przełamało kryzys i dodało nowych sił! Łukasz podbiegł parę metrów ze mną podając mi wodę – dzięki Kochanie! To również dzięki Wam miało to ponad-sportowy wymiar. Pan Stanisław, tata śp. Justyny przebiegł trasę w czasie 1:52;59 – brawo! Chciałabym w jego wieku TAK biegać!

Wnioski

Dobiegłam, nie forsowałam tempa, chciałam wyczuć jak zareaguję na taki wysiłek (pierwszy raz w życiu przebiegłam 21 km!). Mam nowe doświadczenia, poznałam swój organizm. Wiem, że mogłam więcej. Jednak to co doświadczyłam, ciarki, które miałam przez większość trasy (spowodowane dopingiem kibiców, a nie udarem słonecznym), białostockie ulice, z którymi mam wiele wspomnień – to wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, że WARTO BYŁO. Na pamiątkę mam piękny medal, przedstawiający Bachusa – boga płodności, dzikiej natury i wina, którego pomnik stoi w ogrodach przy Pałacu Branickich. Co roku inna rzeźba zdobi medale biegaczy – co będzie za rok? Zobaczymy!

 

Oto mój bieg w liczbach

 

Kilka słów podsumowania:

  • bieg ukończyło 3 211 osób (na liście startowej było ich 4 005)
  • biegło 918 kobiet, a ja zajęłam wśród nich 277 miejsce
  • w swojej kategorii wiekowej (K30) byłam 107 na 350 biegaczek
  • najstarszy biegacz miał 77 lat (miał czas 01:56;56!!), a biegaczka 76 lat!

Jak widać, jeszcze wiele wiele startów przede mną…

Dla leniwych – posłuchaj!