Nieodłączna towarzyszka naszego życia – muzyka!

Często słyszę, że ktoś zanim zaczął mówić – śpiewał. Nie wierzyłam dopóki sama się nie przekonałam, że tak faktycznie jest!

Od zawsze lubiłam muzykę, rytmikę i taniec. Dzięki mamie, która zaprowadziła mnie na zajęcia baletu, nauczyłam się czucia rytmu i zapamiętywania choreografii. To, że potem wylądowałam na macie, która z muzyką ma mało wspólnego, to inna sprawa, którą opisałam tu KLIK. Wracając do Niej (czyt.: muzyki) poznałam niemal wszystkie jej gatunki. Podstawówka to niezapomniane Spice Girls i Britney Spears. Gimnazjum – czarny okres w moim muzycznym życiu – 2Pac, Linkin Park i (o zgrozo) Korn! Ale też – dzięki wychowawczyni muzyczce – muzyka poważna. Liceum – tu house music, d’n’b, długie sety elektronicznego grania. Obecnie namiętnie słucham polskiej muzyki – Janusz Radek, Bitamina, Kayah czy Smolik – dobre, bo polskie! Nieco dojrzałam, słucham tekstów, często mam gęsią skórkę i łzy od wzruszenia (to chyba te hormony!). Ale nie o mnie dziś chcę pisać.

Nasze początki muzyczne

Kiedy usłyszałam o muzyce dla bobasów, uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że istnieje specjalna muzyka dla ciężarnych (np.: muzyka klasyczna), która pozytywnie wpływa na malucha w brzuchu. Ale o SPECJALNEJ muzyce dla niemowlaków nie wiedziałam. Otóż kompozytor – Lap Raimond przez kilkanaście lat obserwował i badał odruchu niemowląt na muzykę i dźwięki. Dzięki temu powstała seria “Muzyka bobasa”, która bardzo przypadła do gustu Zosi i Oliwce. Dodatkowo w pierwszych miesiącach życia słuchaliśmy płyty Grzegorza Turnaua i Magdy Umer pt.: “Kołysanki, utulanki”. Piękne teksty, wykonanie i podkład, które skutecznie usypiały nam maluchy! Szybko zainwestowaliśmy w domowy zestaw muzyczny – bębenek, kastaniety, grzechotki i harmonijkę. Nasze dziewczynki sięgają po nie kiedy mają na to ochotę. Jakaż była moja radość, kiedy dowiedziałam się o Akademii Małego Muzykanta w Ełku. Kiedy tylko byłyśmy na to gotowe – odwiedziłyśmy panią Marysię, która prowadzi zajęcia dla najmłodszych. Zosia miała wtedy 2 latka, a Oliwka roczek. Zajęcia pod nazwą “Muzykujące bobasy” od razu nas wciągnęły. Prowadzone są według innowacyjnej metody umuzykalniania dziecka stworzonej przez badacza Edwina Gordona.

Gordon to nie ser!

Był to za to amerykański naukowiec, który specjalizował się w psychologii muzyki oraz jej wpływie na rozwój dziecka. Porównywał naukę muzyki do nauki mowy. Według niego umożliwiając dziecku wszechstronny rozwój muzyczny, pozytywnie wpłyniemy na jego wrażliwość muzyczną, rytmikę, koncentrację. Podstawą teorii Gordona jest słuchanie muzyki, potem jej granie, a na koniec komponowanie – zapis nutowy itp.! Moje aspiracje nie są aż tak dalekie, ale widzę (po 2 miesiącach zajęć) duże efekty. Dzięki audiacji (rozumienia muzyki – analogicznego do rozumienia mowy) Zosia często nuci pod noskiem znane “Panie Janie” czy “Stary farmer farmę miał”. I to nie tylko w dzień. Tu KLIK przedstawiam wam moją córkę w występie solowym, podczas nocnego zasypiania (śpiewała łącznie 40 minut, w kółko to samo). Poza tym w domu muzyka gra non stop. Małe śpiewaczki mają swoje ulubione utwory – przeważnie te, które są rytmiczne i z bitem. Ja również często śpiewam, więc dziewczynki mają koncerty “na żywo”. 🙂 Co ważne – dostarczajmy dziecku różnych bodźców muzycznych. Różne tonacje, różny rytm, bogactwo instrumentów na pewno dobrze wpłynie na rozwój muzykalności malucha. Podczas zajęć dużo tańczymy i stymulujemy nasze zmysły np. dotykiem i wzrokiem, a wszystko to przy użyciu chusty animacyjnej, piórek czy kolorowych chusteczek. Improwizujemy – dzieci same grają na instrumentach, biegają, naśladują rodziców.

Tańczące iSkierki.

Zarówno Zosia jak i Oliwka zaczęły chodzić po 13 miesiącu życia. Przed postawieniem pierwszych kroków, często widziałam je pląsające na podłodze w takt muzyki. Jednak kiedy tylko wstały, zaczęły tańczyć! Doszło do tego, że znajome pytały mnie kto nauczył Zosię tak machać pupą…No przecież wiadomo kto – JA! Dziewczyny, jak małe papugi, naśladowały moje ruchy – teraz mam w domu 2 tancerki. Oliwka czasami traci równowagę, ale już pewnie kręci się w kółko w takt muzyki 🙂 Myślę, że zajęcia taneczne są dla nas idealne – jednak to za jakiś czas. Obecnie skupiam się nad ich rozwojem muzycznym, bez naciskania. Dużo w tym śmiechu i odkrywczych momentów np.: kiedy Zosia sama doszła do tego, co się robi z harmonijką ustną. Nawet ja byłam w szoku.

Zalety zajęć muzycznych

Każdy rodzic wie, że w rozwoju dziecka kluczowe jest pierwsze 5 lat życia. To co się teraz dzieje (w naszym przypadku) zaprocentuje w przyszłości. Zajęcia muzyczne (potocznie zwane Gordonkami) mają wiele zalet. Oto parę z nich:

  1. otwierają malucha na nowe, muzyczne doznania;
  2. kształtują koncentrację, uczą słuchać i słyszeć;
  3. budują relację z rodzicem, nauczycielem;
  4. wpływają na późniejszą naukę np. języka obcego;
  5. dzieci nawiązują na nich nowe znajomości – uczą się relacji społecznych, zasad panujących w życiu.

No i co dla niektórych nie jest oczywiste – zajęcia są wyrwaniem z codziennej rutyny, z garów, z prania i prasowania. Każda mama, która wychowuje w domu swoje dziecko wie, jak ważne są spotkania z innymi ludźmi, pogadania o pierdołach, umalowania się…Zabrzmiało strasznie, ale wierzcie mi, to bardzo dobrze wpływa na psychikę!