Moje Mistrzostwa

Ostatni miesiąc stał pod znakiem #judowarsaw2017. Poświęciłam zawodom wiele swoich obowiązków i czasu. Wszystko w jednym celu – promocji tego wydarzenia. A wydarzenie to było nie byle jakie…

Mistrzostwa Europy odbywają się co roku, a ostatni raz gościły w Polsce 17 lat temu. Rok temu Polacy zdobyli 1 brązowy medal w turnieju indywidualnym (Piotr Kuczera w kategorii -90 kg). W turnieju drużynowym Polacy zajęli 3 miejsce, a panie zdobyły złoto! Dlatego nasze oczekiwania nie były bezpodstawne. Wszyscy liczyli na dobry start drużynowy Polek, i 1-2 medalach w turnieju indywidualnym.

Social ninja

Jako osoba, która założyła, prowadzi i dba o fanpage Polskiego Związku Judo (od 6 lat!), czułam powinność dobrej promocji wydarzenia w internecie. Rozpoczęłam od przygotowania prezentacji, wydarzenia, konkursu plastycznego dla najmłodszych oraz broszury informacyjnej dot. zawodów i ogólnych zasad judo. Na koniec zrobiłam grafiki prezentujące naszych reprezentantów. To był strzał w 10! “Klikalność” na facebook’u pobiła kolejny rekord! Naszych judoków i judoczki możecie zobaczyć tu: Nasza reprezentacja. 

3,2,1…

Wielki dzień, pierwszy zawodów, nadszedł wielkimi krokami. Poziom mojego stresu bił wszelkie rekordy. Sama nie wiem czym się bardziej denerwowałam. Weryfikacją swojej pracy? Pokazaniem się na fanpage w trakcie relacji z zawodów? A może spotkaniem po latach z większością moich znajomych z tatami? Ogólne z judo spałam, jadłam, pracowałam…Wszystko kręciło się wokół tego wydarzenia. Możesz pomyśleć, że mam coś z głową…Mam, bo przez ostatnie 2 lata rodziłam, zmieniałam pieluchy, karmiłam, kąpałam…Nie narzekam, ale przez te 4 dni moje życie diametralnie się zmieniło.

Hajime.

Po wejściu na Torwar, zobaczeniu hali zawodów, wiedziałam, że będzie dobrze. Rozpoczęłam od krótkiej zapowiedzi na Facebook’u i Instagramie. I po pierwszym “hajime” już nie pamiętam co się działo…Biegałam, nagrywałam, robiłam zdjęcia, wrzucałam, biegałam, rozmawiałam, biegałam…Czułam się jak ryba w wodzie. Nawet pokazanie się odbiorcom nie było specjalnie trudne. Starannie się do tego przygotowałam, więc stres minął. Miałam ze sobą powerbank, który ratował mi życie kilka razy dziennie. Dodatkowo kamerkę YICam, no i oczywiście komórkę i laptopa – łączników z siecią. Na marginesie – Instastory rządzi – wrzucałam tam po chwilę filmik, zdjęcie, komentarz. Każdy kto chciał – był na bieżąco z wydarzeniami z Torwaru. A hashtag #judowarsaw2017, zapamiętam na długo.

Pokonanie samego siebie.

Największy problem miałam z rozmową z mistrzami Olimpijskimi. Chciałam ich prosić o powiedzenie paru zdań po polsku. Moi goście pochodzili z Kosowa, Izreaela, Francji i Czech. Ani me, ani be po polsku 🙂 Powiedzenie “Zapraszam Was na Mistrzostwa Europy do Warszawy” nie było wcale takie proste. Ale wszyscy sobie super poradzili. Nagrania i zdjęcia możecie znaleźć tu: Galeria zdjęć i filmów. Po rozmowie z gwiazdami, miałam tętno na poziomie milion, ale czułam wielką satysfakcję! Pokonałam samą siebie.

Wyniki

Po 4 dniach rywalizacji, reprezentacja Polski mogła się poszczycić dwoma 5 miejscami (Kasia Kłys i Maciek Sarnacki) oraz srebrnym medalem z zawodów drużynowych pań. Co do wyników – są mądrzejsi ode mnie – niech oni się wypowiadają. Walki (pomimo, że siedziałam w pierwszym rzędzie fotografów) oglądałam wieczorem w pokoju. Nie widziałam ich z perspektywy widza, a jedynie social ninji, która ma je opisać i przekazać dalej. Oprócz walk na Torwarze widzieliśmy trening ukemi (padów) dla dzieci z warszawskich szkół, pokaz judo judoków z Łap (pozdrawiam!), trening z Mistrzem Pawłem Nastulą oraz koncert Norbiego. Nie wspominając o ceremonii otwarcia z wieloma politykami, ważnymi ludźmi i przemówieniami.

To jest już koniec.

Zawody mignęły mi jak z bicza strzelił. Serio – 4 dni zlały mi się w 1. Pomimo tego, że nie musiałam gotować, ścielić łóżka, prać – wróciłam na maksa zmęczona, ale pozytywnie naładowana. W końcu -wzięłam udział w Mistrzostwach Europy w judo, który nie był mi dany w trakcie trenowania wyczynowo.

PS.:

Chciałam podziękować wszystkim, którzy pomogli, chcieli współpracować i mobilizowali mnie do pracy. Dzięki dla polskiej kadry, która sprawnie odpowiedziała na pytania do grafik i równie sprawnie współpracowała – promowanie was jest dla mnie zaszczytem! Zdobywajcie medale, wygrywajcie zawody – będzie jeszcze lepiej – obiecuję. 🙂 Ale w szczególności DZIĘ-KU-JĘ mężowi, który przez 4 dni dzielnie walczył na innej macie. Dwie córeczki dały w kość, ale on się nie poddał! Brawo. Teraz wiem, że mogę częściej wyjeżdżać (hehehe).